Był ciepły, wiosenny dzień,
pierwszy po długiej zimie - z utęsknieniem wyczekiwany. Wstała dość wcześnie
jak na siebie, lecz nie rano. Wyjrzała przez okno - słońce było już wysoko na
niebie... Leniwie się przeciągnęła naprężając wszystkie swoje mięśnie. Dziś
wyjątkowo nie miała żadnych myśli z rana. Nie przeczuwała, że cokolwiek może
się zmienić ani na lepsze ani na gorsze. Ot zwykły dzień na wskroś
przesiąknięty codziennością, która od długiego już czasu nie ulegała zmianie.
Brak myśli i przeczuć odczuwała jako błogi spokój. Wyszykowała się na uczelnie
i miała jeszcze dość czasu na poranną kawę...
Kawa – rytuał każdego poranka.
Pierwsza filiżanka zabarwionego mlekiem płynu była niczym poranny seks, gra
wstępna, której zwieńczeniem był smak...
Nastawiła wodę i niecierpliwie
wpatrywała się w czajnik jakby chciała przyśpieszyć za wszelką cenę ten proces.
Woda zawrzała, a ona pomyślała: nareszcie.
Kuchnia wypełniła się słodko-gorzkim zapachem. Wzięła filiżankę w obie dłonie,
usiadła wygodnie na kanapie, podniosła ją do ust, a jej wargi prawie stykały
się z porcelanową bielą. Wzięła głęboki wdech, poczuła jak woń rozchodzi się po
całym jej ciele, przez które przeszedł dreszcz. Jak za każdym razem, gdy ktoś
delikatnie dotykał jej skóry. Uczucie dreszczu wymieszane z łaskotaniem, które
trzeba przerwać w odpowiedniej chwili aby utrzymać napięcie. Odciągnęła
filiżankę, chwila niepewności, droczenie się. Znów ją podniosła, ale wciąż nie
pozwalała swym ustom dokonać spełnienia. Kolejny wdech, kolejny dreszcz...
Czynność tą powtórzyła jeszcze raz. Oczekiwanie sięgnęło już zenitu i wtedy
delikatnie oparła dolną wargę o brzeg, była już tak blisko spełnienia.
Zamoczyła usta, ale jeszcze się nie napiła. Znów odciągnęła filiżankę, kolejny
głęboki wdech. Lubieżnie oblizała swe usta, przygryzła dolną wargę. Była już
gotowa na spełnienie swej żądzy, już nie mogła dłużej się droczyć. Pełna
namiętności wzięła głęboki lecz delikatny łyk. Ten smak dorównywał ustom
kochanka podczas czułego pocałunku. Po tym rytuale, po pierwszym łyku, każdy
następny stawał się czymś zwyczajnym, niewyszukanym. Niczym seks z kimś kto nie
potrafi nas już niczym zaskoczyć. Jak ten moment po orgazmie, gdy jeszcze jest
przyjemnie, ale pożądanie zostało zaspokojone.
Zabrała więc filiżankę i wyszła
na balkon zapalić, jak to miała w zwyczaju. Dym rozchodził się po jej płucach i
czuła jak kofeina zaczyna działać. Gdy skończyła była już zupełnie obudzona,
wypoczęta, wyspana...
Dojechała na uczelnie, jak zawsze
włączyła laptopa na zajęciach. Kolejny nieinteresujący przedmiot, kolejne
bezsensowne marnowanie czasu. Nie minęła chwila, gdy na ekranie pojawiła się
wiadomość. Nie spodziewała się tego, nie rozmawiali z sobą już kilka lat i
tyleż samo się nie widzieli. Był przejazdem, za kilka godzin miał autobus
powrotni, zaproponował kawę. Nie miała ochoty, prawie wcale się nie znali, nie mieliby
o czym rozmawiać… Zajęcia były krótsze o połowę, więc się zgodziła, miała
trochę czasu do kolejnego nudnego seminarium.
Spotkali się, wymiana
grzeczności, nic specjalnego. On musiał jechać na spotkanie i zapytał, czy nie
pojedzie z nim, zgodziła się. Pojechali, wrócili i była jeszcze chwila by iść
na kawę. Między nimi kilka nieznaczących rozmów. Siedzieli przy filiżance i
papierosie. Wpatrywał się w nią, a ona wymieniała zdawkowe uśmiechy. Jego wzrok
był dziwny, straszny, przerażający. Spytała się, co takiego widzi. Nie umiał
tego wyrazić, ale była zaskoczona z jaką trafnością ją opisał. Odkrył w niej
coś, czego nikt nie widzi, bo przecież skrzętnie to ukrywa. Wzbudził w niej
jeszcze większy niepokój, chciała uciekać. Na szczęście czas minął. Wyszli z
kawiarni i zaczęli się żegnać, a on wtedy zamiast dać jej buzi w policzek, tak
jak zrobił to na przywitanie, pocałował ją w usta. Była zszokowana i
zaskoczona, nawet nie zdążyła go odwzajemnić. Odwróciła się i poszła w swoją
stronę.
Weszła na uczelnie nie zdając
sobie nawet sprawy z tego, że się uśmiecha. Okazało się, że zajęcia są
odwołane. Nie zastanawiała się długo, zadzwoniła do niego, że ma jeszcze trochę
czasu. Poszli tym razem na piwo. Dało się wyczuć dziwną i napiętą atmosferę.
Rozmowa im nie szła, a może właśnie szła. Była zbyt zdezorientowana pocałunkiem
by skupiać się na tym, o czym mówią. Za wszelką cenę próbowała ukryć
zawstydzenie. W końcu nie wytrzymała, coś w niej pękło. Patrzyła mu przez
dłuższą chwilę w oczy, przygryzła dolną wargę, wzięła łyk piwa i pocałowała go
najbardziej namiętnie jak potrafiła. Świat nagle przestał istnieć, byli tylko
oni. Nie dotykała go, trzymała się z daleka. On natomiast delikatnie dotykał
jej twarzy, właśnie tak delikatnie, jak ten poranny wietrzyk. Poczuła się nagle
dobrze, bezpiecznie. Był pierwszym, który dał jej się całować. Nie narzucał
swego tempa ani stylu. Cieszyło ją to, dawno nie miała możliwości całowania „po
swojemu”. Odczuwała ogromną przyjemność z tego tytułu. Całowała go namiętnie,
jej język wędrował do jego ust, delikatnie muskał końcówkę jego języka. Co
jakiś czas przygryzała mu dolną wargę. Później przestawała na dłuższą chwilę.
Dało się wyczuć wówczas napięcie w powietrzu. Jego oczy zdradzały żądzę.
Trzymała go na dystans, którego nie mógł znieść. Próbował ten dystans niwelować
delikatnie całując ją po szyi. Bawił się jej włosami, muskał ją po policzku.
Znów głębokie spojrzenie w oczy i znów obdarowywała go namiętnym, głębokim pocałunkiem.
Gra ciała, z której oboje czerpali ogromną przyjemność. Był czuły, namiętny,
delikatny. Oboje wiedzieli, że nic od siebie więcej nie chcą. Bez uczuć, czysta
namiętność bez pożądania.
Czas dobiegł końca. Odprowadziła
go na dworzec trzymając jego rękę. Kilka ostatnich namiętnych pocałunków na
pożegnanie. Odeszła nie odwracając się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz