czwartek, 6 marca 2014

Małe przyjemności



Był ciepły, wiosenny dzień, pierwszy po długiej zimie - z utęsknieniem wyczekiwany. Wstała dość wcześnie jak na siebie, lecz nie rano. Wyjrzała przez okno - słońce było już wysoko na niebie... Leniwie się przeciągnęła naprężając wszystkie swoje mięśnie. Dziś wyjątkowo nie miała żadnych myśli z rana. Nie przeczuwała, że cokolwiek może się zmienić ani na lepsze ani na gorsze. Ot zwykły dzień na wskroś przesiąknięty codziennością, która od długiego już czasu nie ulegała zmianie. Brak myśli i przeczuć odczuwała jako błogi spokój. Wyszykowała się na uczelnie i miała jeszcze dość czasu na poranną kawę...
Kawa – rytuał każdego poranka. Pierwsza filiżanka zabarwionego mlekiem płynu była niczym poranny seks, gra wstępna, której zwieńczeniem był smak...

Nastawiła wodę i niecierpliwie wpatrywała się w czajnik jakby chciała przyśpieszyć za wszelką cenę ten proces. Woda zawrzała, a ona pomyślała: nareszcie. Kuchnia wypełniła się słodko-gorzkim zapachem. Wzięła filiżankę w obie dłonie, usiadła wygodnie na kanapie, podniosła ją do ust, a jej wargi prawie stykały się z porcelanową bielą. Wzięła głęboki wdech, poczuła jak woń rozchodzi się po całym jej ciele, przez które przeszedł dreszcz. Jak za każdym razem, gdy ktoś delikatnie dotykał jej skóry. Uczucie dreszczu wymieszane z łaskotaniem, które trzeba przerwać w odpowiedniej chwili aby utrzymać napięcie. Odciągnęła filiżankę, chwila niepewności, droczenie się. Znów ją podniosła, ale wciąż nie pozwalała swym ustom dokonać spełnienia. Kolejny wdech, kolejny dreszcz... Czynność tą powtórzyła jeszcze raz. Oczekiwanie sięgnęło już zenitu i wtedy delikatnie oparła dolną wargę o brzeg, była już tak blisko spełnienia. Zamoczyła usta, ale jeszcze się nie napiła. Znów odciągnęła filiżankę, kolejny głęboki wdech. Lubieżnie oblizała swe usta, przygryzła dolną wargę. Była już gotowa na spełnienie swej żądzy, już nie mogła dłużej się droczyć. Pełna namiętności wzięła głęboki lecz delikatny łyk. Ten smak dorównywał ustom kochanka podczas czułego pocałunku. Po tym rytuale, po pierwszym łyku, każdy następny stawał się czymś zwyczajnym, niewyszukanym. Niczym seks z kimś kto nie potrafi nas już niczym zaskoczyć. Jak ten moment po orgazmie, gdy jeszcze jest przyjemnie, ale pożądanie zostało zaspokojone.
Zabrała więc filiżankę i wyszła na balkon zapalić, jak to miała w zwyczaju. Dym rozchodził się po jej płucach i czuła jak kofeina zaczyna działać. Gdy skończyła była już zupełnie obudzona, wypoczęta, wyspana...

Dojechała na uczelnie, jak zawsze włączyła laptopa na zajęciach. Kolejny nieinteresujący przedmiot, kolejne bezsensowne marnowanie czasu. Nie minęła chwila, gdy na ekranie pojawiła się wiadomość. Nie spodziewała się tego, nie rozmawiali z sobą już kilka lat i tyleż samo się nie widzieli. Był przejazdem, za kilka godzin miał autobus powrotni, zaproponował kawę. Nie miała ochoty, prawie wcale się nie znali, nie mieliby o czym rozmawiać… Zajęcia były krótsze o połowę, więc się zgodziła, miała trochę czasu do kolejnego nudnego seminarium.

Spotkali się, wymiana grzeczności, nic specjalnego. On musiał jechać na spotkanie i zapytał, czy nie pojedzie z nim, zgodziła się. Pojechali, wrócili i była jeszcze chwila by iść na kawę. Między nimi kilka nieznaczących rozmów. Siedzieli przy filiżance i papierosie. Wpatrywał się w nią, a ona wymieniała zdawkowe uśmiechy. Jego wzrok był dziwny, straszny, przerażający. Spytała się, co takiego widzi. Nie umiał tego wyrazić, ale była zaskoczona z jaką trafnością ją opisał. Odkrył w niej coś, czego nikt nie widzi, bo przecież skrzętnie to ukrywa. Wzbudził w niej jeszcze większy niepokój, chciała uciekać. Na szczęście czas minął. Wyszli z kawiarni i zaczęli się żegnać, a on wtedy zamiast dać jej buzi w policzek, tak jak zrobił to na przywitanie, pocałował ją w usta. Była zszokowana i zaskoczona, nawet nie zdążyła go odwzajemnić. Odwróciła się i poszła w swoją stronę.

Weszła na uczelnie nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że się uśmiecha. Okazało się, że zajęcia są odwołane. Nie zastanawiała się długo, zadzwoniła do niego, że ma jeszcze trochę czasu. Poszli tym razem na piwo. Dało się wyczuć dziwną i napiętą atmosferę. Rozmowa im nie szła, a może właśnie szła. Była zbyt zdezorientowana pocałunkiem by skupiać się na tym, o czym mówią. Za wszelką cenę próbowała ukryć zawstydzenie. W końcu nie wytrzymała, coś w niej pękło. Patrzyła mu przez dłuższą chwilę w oczy, przygryzła dolną wargę, wzięła łyk piwa i pocałowała go najbardziej namiętnie jak potrafiła. Świat nagle przestał istnieć, byli tylko oni. Nie dotykała go, trzymała się z daleka. On natomiast delikatnie dotykał jej twarzy, właśnie tak delikatnie, jak ten poranny wietrzyk. Poczuła się nagle dobrze, bezpiecznie. Był pierwszym, który dał jej się całować. Nie narzucał swego tempa ani stylu. Cieszyło ją to, dawno nie miała możliwości całowania „po swojemu”. Odczuwała ogromną przyjemność z tego tytułu. Całowała go namiętnie, jej język wędrował do jego ust, delikatnie muskał końcówkę jego języka. Co jakiś czas przygryzała mu dolną wargę. Później przestawała na dłuższą chwilę. Dało się wyczuć wówczas napięcie w powietrzu. Jego oczy zdradzały żądzę. Trzymała go na dystans, którego nie mógł znieść. Próbował ten dystans niwelować delikatnie całując ją po szyi. Bawił się jej włosami, muskał ją po policzku. Znów głębokie spojrzenie w oczy i znów obdarowywała go namiętnym, głębokim pocałunkiem. Gra ciała, z której oboje czerpali ogromną przyjemność. Był czuły, namiętny, delikatny. Oboje wiedzieli, że nic od siebie więcej nie chcą. Bez uczuć, czysta namiętność bez pożądania.

Czas dobiegł końca. Odprowadziła go na dworzec trzymając jego rękę. Kilka ostatnich namiętnych pocałunków na pożegnanie. Odeszła nie odwracając się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz